09 lutego 2008
Znowu o Polakach na emigracji będzie, ostrzegam.
Banda kretynów, która - jak stary nosorożec - rozgląda się krótkowzrocznymi oczyma w poszukiwaniu celu, na który będzie można w ślepej furii zaszarżować To najłagodniejsze z określeń, jakie przychodzą mi do głowy, patrząc wstecz na cztery miesiące pobytu w Szkocji. Pełni zawiści, jadu, krytykują wszystko i wszystkich, zwłaszcza jeżeli sami mają gorzej. Depczą i tłamszą każde nieopatrznie wypowiedziane marzenie, zanim człowiek samemu zdecyduje się, czy jest ono warte realizacji.
Wynajęliśmy mieszkanie z agencji - źle. Trzeba było złożyć aplikację do Housingu - "przecież jest taniej i wszyscy mają mieszkania z Housingu". A my nie chcemy być pasożytami, tak trudno to zrozumieć?
Kupiliśmy garnki Tefala - źle. "Po co Wam takie drogie garnki, nie macie na co pieniędzy wydawać?" Owszem, mamy, dlatego zainwestowaliśmy w coś, co wystarczy na długo i nie rozpadnie się po miesiącu.
Chcemy zrobić prawo jazdy - źle. "Tu jest drogo, w Polsce zróbcie, po co tyle pieniędzy wydawać?". A potem wjedziemy na rondo i spowodujemy zderzenie czołowe. Nawet nie wspominając o kosztach lotów do Polski i z powrotem fyfnaście razy.
Chcemy do jakiejś szkoły pójść - źle. "Po co Wam to, i tak nie znajdziecie innej pracy a tylko pieniądze wydacie niepotrzebnie". To lepiej gnić w stagnacji, racja.
Chcemy kupić stół bilardowy do salonu... no dobra, to może i jest głupi pomysł..
I tak prawie codziennie. Wy taż tak macie, czy tylko ja pechowo trafiłem?
P.S. Serdecznie dziękuję za dodanie kategorii "szkocja" do Wysp.
09 lutego 2008 o 16:23:41
taka mentalność chyba (choć określenia tego jako mentalności to też mentalność ;) )
09 lutego 2008 o 16:30:38
weronika: A dostrzeganie, że „określanie tego jako mentalności to też mentalność”? To też mentalność? :-)
09 lutego 2008 o 16:31:00
nie, to już zakałapućkanie :]
09 lutego 2008 o 22:58:14
To jacys znajomi jeszcze z Polski czy miejscowi? Znajomi z Polski, z racji wykształcenia, własnych możliwości etc. się nie czepiają w podobnych sytuacjach, bo sami działają podobnie. Przypuszczam że poznani tutaj ludzie, tacy z gatunku „przyjechałem się dorobić i standard życia tu mnie nie obchodzi” to chyba wszyscy tak reagują... Na kino szkoda kasy, na kawę/piwo/kolację w mieście szkoda kasy, na wycieczkę gdzieś szkoda kasy – etc. etc. etc.
09 lutego 2008 o 23:23:37
@Cahotterie: do kina chodzę – punkt. Kawę w mieście piję – punkt. Piwa ani kolacji jeszcze nie zaliczyłem. Wycieczki – jedna, nad morze w czasie sztormu – punkt. 3 punkty na pięć. Da się mnie jeszcze uratować? ;)
09 lutego 2008 o 23:25:04
Ciebie jak najbardziej, ale radzę się do tego nie przyznawać przed tymi, co nie rozumieją kupna garnków Tefala ;) Inaczej atak nosorożców nieunikniony ;)
09 lutego 2008 o 23:26:57
na wściekłe psy można kupić gaz pieprzowy. Ciekawe, czy na nosorożce też działa… ;)
10 lutego 2008 o 12:39:12
Crash: A musisz ich sluchac/przebywac z? Na wyspach (do pewnego momentu) najbardziej podobalo mi sie to, ze jedyny kontakt z Polakami jaki mialem byl uzalezniony od tego, czy wlaczylem jabbera… ;-)
10 lutego 2008 o 12:40:49
pracuję z nimi, niestety. I uniknąć się ich nie da, chyba że znajdę pracę w której nie ma polaków. Ale czy takie jeszcze istnieją i czy się do nich kwalifikuję – szczerze wątpię.
10 lutego 2008 o 15:50:20
Ktos mi powiedzial, ze dopiero po dwoch latach na emigracji spotkal podobnie myslacych polakow.
10 lutego 2008 o 16:14:29
bo dorobił się i wychował dziecko? :D
12 lutego 2008 o 09:54:34
To nosorożcowanie to wynik braku wszystkiego w dla większości te dwadzieścia – dzieści lat temu. Wpojonej potrzeby kombinowania, oszczędzania, gromadzenia, itp. Strasznie ciężko się jest tego pozbyć, nawet zdając sobie sprawę, że się tak postępuje.
Upływ czasu i zmiana miejsca, wsparte innymi pieniądzami pomagają, aczkolwiek nie zawsze.
Czyli, jest szansa, że wkrótce nie będziesz spotykał nosorożców. ;)
12 lutego 2008 o 10:15:35
> P.S. Serdecznie dziękuję za dodanie kategorii „szkocja” do Wyspy.
Nie ma za co, jeśli dobrze pamiętam to www.automaciej.jogger.pl podesłał mi linka do ciebie.
Prawo jazdy tu rzeczywiście drogie, nigdy wcześniej nie jeździłem więc wydałem już dość okrągłą liczbę, ale wiadomo, nie pojadę do Polski na urlop na miesiąc i tam codzienne lekcje do upadłego, żeby zdążyć na czas :)
A tu uczą dobrze, naprawdę dbają o bezpieczeństwo i egzaminator nie robi ci świństw i co mu się podoba.
12 lutego 2008 o 23:16:09
Wot, polactwo.